Nikt o tym nie pisze w folderach o winiarstwie, ale duża część tej roboty to samotność. Nie ta romantyczna z filmów, tylko zwykła, mechaniczna.
Oprysk to trzy godziny na traktorze w hełmie z filtrem, w hałasie, w rzędach, które wyglądają tak samo. Cięcie zimowe to tygodnie chodzenia od krzewu do krzewu, przy minus pięciu, z sekatorem i własnymi myślami. Tłoczenie to stanie przy prasie i patrzenie, jak kapie. Mycie zbiorników. Koszenie międzyrzędzi. Rozlew.
Na małej winnicy robi to zwykle jedna osoba. Czasem dwie. I to jest fajne, do pewnego momentu. Potem człowiek zaczyna gadać do siebie.
Co się dzieje w głowie w rzędzie siódmym
Nie chodzi o to, że jest smutno. Chodzi o to, że w tej samotnej pracy dzieje się najwięcej myślenia o winnicy, a prawie nic z tego nie zostaje.
Jadę traktorem i widzę pęknięty drut przy słupku. Nie zatrzymam się, bo mam ciecz w zbiorniku i wiatr się zaraz podniesie. Jadę dalej. Dwa rzędy dalej widzę krzew, który za bardzo wychodzi w międzyrząd. Jeszcze dalej myślę sobie, że w tym miejscu w zeszłym roku był mączniak, ciekawe jak teraz. A pod koniec oprysku układam w głowie plan: może w przyszłym roku ten fragment Solarisa przesadzić, może zmienić prowadzenie Seyvala, może w ogóle nie warto tak wcześnie kosić.
Wracam, myję opryskiwacz, wchodzę do domu. I z tego wszystkiego pamiętam mniej więcej nic. Drut się przypomni, jak drut puści. Plan o Solarisie wróci za rok, przy następnym oprysku, w tym samym rzędzie, jako ta sama myśl, znowu niezapisana.
To jest realny koszt tej samotności. Nie emocjonalny. Operacyjny.
Dlaczego formularz po pracy tego nie rozwiązuje
Każda aplikacja do winnicy, którą znam, działa tak samo: zrób robotę, a potem usiądź i wpisz, co zrobiłeś. Data, środek, dawka, rzędy, zapisz. Ładne wykresy, ładne mapy, ładna e-ewidencja.
Tylko że o 21:00 po opryskaniu winnicy nikt nie ma ochoty siadać do formularza. A tym bardziej nikt nie wpisze tam „w rzędzie 12 przy dziewiątym słupku drut do wymiany, a Solaris w kwaterze B wyglądał jakoś słabo, sprawdzić". Formularz nie ma na to pola. Więc te rzeczy giną.
Konkurencja obiecuje, że zobaczysz więcej danych i będziesz lepiej zorganizowany. To prawda, ale to nie jest problem z rzędu siódmego. Problem z rzędu siódmego to: mam brudne ręce, hałas, zajęty umysł i coś do zapisania. Teraz. Nie za trzy godziny.
Elf, który jedzie z tobą
Od jakiegoś czasu budujemy w Elfie coś, co roboczo nazywamy „Elf na żywo". Pomysł jest prosty i wynika wprost z tego, jak sami pracujemy na Pustkowiu.
Masz słuchawki. Elf wie, co robisz: że jesteś w trakcie oprysku, że jedziesz przez winnicę, że stoisz przy prasie. I możesz do niego mówić.
„Zapisz pęknięty drut tutaj." Zapisane, z miejscem i czasem. Nie musisz podawać rzędu, Elf wie, gdzie mniej więcej jesteś.
„Wrócić do tego krzewu." Powstaje flaga. Po powrocie Elf zapyta, czy sprawdziłeś, i pozwoli ją zamknąć jednym zdaniem.
„Zużyłem czternaście litrów cieczy." To leci do ewidencji zabiegu, nie do notatki, którą przepiszesz wieczorem.
Ale to jest dopiero pierwsza warstwa. Ta ciekawsza jest inna.
Rozkminy na winnicy
Bo tak naprawdę na traktorze nie chce mi się tylko zapisywać. Chce mi się pogadać o winnicy. Z kimś, kto ją zna.
„Słuchaj, ten Solaris w kwaterze B jest ciągle słabszy od reszty. Jak myślisz, dlaczego?"
I Elf nie odpowiada ogólnikiem z podręcznika uprawy winorośli. Odpowiada tym, co wie o tej konkretnej winnicy: że kwatera B jest najzimniejszym punktem według stacji, że w maju był tam przymrozek, że zeszłoroczny oprysk przypadł na pełne kwitnienie akurat tej odmiany, a Seyval obok wyszedł normalnie. Nie mówi „to przez oprysk". Mówi: to jest jeden z możliwych czynników, oto co za tym przemawia, oto co przeciw. A potem można to ciągnąć dalej. „A gdybym w przyszłym roku pryskał tydzień później?" I tak dalej, przez pół oprysku.
To jest rozmowa, jaką prowadzi się z kimś, kto pamięta trzy ostatnie sezony lepiej niż my sami. Tyle że na winnicy takiego kogoś zwykle nie ma. Jest się samemu.
Tak samo w winiarni. Tłoczę osiemdziesiąt kilo Solarisa, mam dwadzieścia dwa litry. Mówię to na głos. Elf porównuje z poprzednimi tłoczeniami tej odmiany na tej samej prasie i mówi, że to wyraźnie mało, może warto sprawdzić, zanim skończę. Nie po fakcie, w raporcie tygodniowym. Teraz, kiedy jeszcze mogę coś zrobić.
Nie chodzi o to, żeby Elf gadał bez przerwy
Znam tę obawę. „AI w uchu przez cały dzień" brzmi jak koszmar, nie jak pomoc. I słusznie.
Dlatego domyślnie Elf ma siedzieć cicho. Słuchasz swojej muzyki, podcastu, czegokolwiek. Elf odzywa się, kiedy go zawołasz, kiedy trzeba coś zapisać, kiedy ma naprawdę istotne przypomnienie, albo kiedy widzi odstępstwo, które warto wyłapać teraz. Ważny komunikat, przyciszenie, dwa zdania, wracasz do podcastu.
Chcemy dać to w trzech trybach: cichy, gdzie dostajesz tylko krytyczne rzeczy; pomocnik, z przypomnieniami i krótkimi pytaniami; i towarzysz, gdzie faktycznie można gadać o winnicy przez całe cięcie. Który wybierzesz, zależy od ciebie i od dnia. Są dni, kiedy chce się ciszy.
Elf nie robi wina za ciebie
To jest ważne i chcę to napisać wprost, bo wiem, jak część winiarzy patrzy na słowo „AI".
Winiarstwo ma zapach, smak, intuicję, ręce. Nie chcemy tego zastępować i nie umielibyśmy. Elf pamięta, liczy, porównuje, przypomina, dokumentuje, proponuje. Decyzja jest twoja. Zawsze.
Idea jest taka: zdjąć z winiarza pamiętanie, klikanie i papierologię, żeby miał więcej głowy na samo wino. I żeby te wszystkie rozkminy z traktora nie ginęły w hałasie silnika.
Skąd to się wzięło
Nie z analizy rynku. Z naszego własnego traktora.
Elfa budujemy równolegle z prowadzeniem winnicy Pustkowie pod Siedlcami. Kodujemy w tygodniu, pryskamy w sobotę. I większość pomysłów na to, co Elf ma robić, przychodzi właśnie w rzędzie siódmym, kiedy człowiek myśli sobie „szkoda, że tego nikt nie zapisze".
Nie znamy żadnej aplikacji dla winnic, która próbuje być z tobą podczas pracy, a nie czekać w telefonie, aż po pracy wpiszesz, co zrobiłeś. Może dlatego, że ludzie, którzy piszą oprogramowanie dla winnic, rzadko sami jeżdżą traktorem.
Uczciwie o stanie rzeczy
Zapis głosem, flagi z miejscem, przypomnienia o wcześniejszych obserwacjach: to jest to, nad czym pracujemy teraz. Rozmowa o winnicy oparta na historii konkretnego miejsca wymaga, żeby Elf tę historię najpierw miał, więc im dłużej prowadzisz w nim ewidencję, obserwacje i pomiary, tym mądrzejsze będą te rozkminy. Na starcie będzie wiedział tyle, ile mu powiesz.
Jest też kilka rzeczy, których jeszcze nie wiemy, głównie technicznych: jak iOS i Android pozwolą nam grzecznie wchodzić w audio innej aplikacji, jak dobrze telefon określi miejsce w rzędzie bez dodatkowego sprzętu. Sprawdzamy to na sobie.
Jeżeli sam pracujesz na winnicy i znasz tę samotność z rzędu siódmego, chętnie posłuchamy, o czym ty tam rozkminiasz. Szukamy kilku winnic, które chciałyby to testować z nami w zamian za szczerą opinię, także taką, że coś nie działa. Napisz do nas, jeśli to twoja bajka.

