Odcinek: „Vineyard (and winery) transformation through automation"
Gość: David Allen, Transformation Manager – Viticulture, Pernod Ricard Winemakers Nowa Zelandia
Prowadzący: Drew (AWRI) · 18 minut · 12 września 2022
To streszczenie własnymi słowami i mój komentarz. Nie jest materiałem AWRI ani autoryzowanym przekładem.
Radar to nowy format na tym blogu. Biorę zagraniczny materiał branżowy, streszczam po polsku i dopisuję jedno pytanie, które wykłada większość takich treści na łopatki: co z tego ma mała winnica w Polsce.
Po drugiej stronie globu, w Marlborough, po winnicy jeżdżą same ciągniki. Cztery, bez kierowcy, po ośmiuset pięćdziesięciu hektarach. Siedzę na swoich dwudziestu dwóch arach pod Siedlcami i próbuję uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy ten odcinek w ogóle mnie dotyczy.
W skrócie
- David Allen z Pernod Ricard Winemakers w Nowej Zelandii opowiada w podcaście AWRI o adopcji nowych technologii i automatyzacji w winnicach.
- Bohaterem jest Oxin, autonomiczny ciągnik winnicowy budowany wspólnie z lokalnym startupem Smart Machine z Marlborough.
- Cztery maszyny obsługują 850 hektarów, wykonując „misje" wyznaczone przez operatora: koszenie, mulczowanie, usuwanie liści i przycinanie.
- Największą barierą nie jest technologia, tylko gotowość ludzi do zmiany. Mówi to człowiek z firmy, która ma na wdrożenia osobny budżet.
- Dla winnicy 0,22 hektara ta konkretna maszyna nie ma sensu. Ale zasada, która za nią stoi, owszem.
O czym jest odcinek
David Allen kieruje w Pernod Ricard Winemakers transformacją w obszarze uprawy winorośli. Pernod Ricard to w Nowej Zelandii drugi największy producent wina, z markami takimi jak Brancott Estate czy Stoneleigh i winnicami rozsianymi głównie po Marlborough. Skala jest tu kluczowa, bo to ona jest osią całej rozmowy. Kiedy Allen mówi o automatyzacji, mówi o niej z perspektywy setek hektarów i kosztów pracy, które przy tej wielkości robią różnicę.
Konkretem, wokół którego kręci się temat, jest Oxin. To autonomiczny ciągnik winnicowy, który Pernod Ricard rozwija razem ze startupem Smart Machine z Marlborough. Podział ról jest prosty: winiarz daje pieniądze i wiedzę o winnicy, startup daje inżynierię i oprogramowanie. Efektem są cztery maszyny pilotażowo obsługujące blok o powierzchni 850 hektarów.
Sposób działania jest ciekawszy niż samo „ciągnik jeździ sam". Operator nie prowadzi maszyny, tylko przydziela jej „misję". Pojazd zna wcześniej nauczoną topografię bloku i porusza się po niej samodzielnie, a kiedy natrafi na coś nieoczekiwanego, zatrzymuje się i czeka, aż człowiek potwierdzi, że można jechać dalej. Do tego dochodzi uczenie się floty: gdy jedna maszyna nauczy się czegoś o danym kawałku winnicy, wiedzę dostają wszystkie pozostałe. Zadania, które wykonują, to koszenie, mulczowanie, usuwanie liści i przycinanie. Zwróćcie uwagę, czego na tej liście nie ma: nie ma oprysku i nie ma ochrony przed mrozem.
Ton całości jest bardzo „czwarta rewolucja przemysłowa". Dyrektor transformacji Pernod Ricard, Alex Kahl, mówił przy okazji programu wprost o „Fourth Industrial Revolution" i dumie z prowadzenia branży ku autonomicznym ciągnikom. Ale najciekawsze zdanie odcinka jest mniej efektowne. Allen wraca do tego, że prawdziwą przeszkodą nie jest to, czy maszyna zadziała, tylko czy ludzie w organizacji będą chcieli zmienić sposób pracy. Wąskim gardłem jest adopcja, nie technologia. I to mówi ktoś, kto ma do dyspozycji dział wdrożeń i budżet badawczo-rozwojowy.
Co z tego wynika dla winnicy 0,22 ha w Polsce
Tu odcinek przestaje być ciekawostką z drugiego końca świata, a zaczyna się jedyna rzecz, dla której warto go było streszczać.
Kontrast skali jest bezlitosny. Autonomiczny ciągnik ma sens tam, gdzie są setki hektarów i koszty pracy, których w polskiej winnicy 0,5 czy 2 hektara po prostu nie ma. Oxin nie zjedzie w dół do mojej winnicy w tej formie, bo nie ma po co. Nie oszukujmy się: robot za cenę mieszkania, żeby skosić dwadzieścia dwa ary, to nie jest przyszłość, tylko żart.
Ale zasada zjedzie w dół. Automatyzacja to nie „duża maszyna sama jeździ". To „system podjął decyzję i wykonał działanie, kiedy człowieka nie było na miejscu". W Marlborough to ciągnik, który sam kosi między rzędami. U mnie w Pustkowiu to zawór, który otwiera się o 3:40 nad ranem, kiedy czujnik pokazuje minus 1,2 stopnia, a ja śpię sto kilometrów dalej. To dokładnie to samo pytanie, tylko odpowiedź ma inną skalę i inną cenę. I ta wersja pytania jest dla polskiej winnicy o wiele ważniejsza niż jazda między rzędami.
Wąskim gardłem jest adopcja, nie technologia, i to działa w obie strony. Skoro Allen w firmie z budżetem R&D martwi się oporem przed zmianą, to u winiarza-hobbysty problem jest ten sam, tylko bez działu wdrożeń, który go przepchnie. Z tego płynie bardzo konkretny wniosek dla każdego, kto robi narzędzia dla takich winnic jak moja. Prostota instalacji bije liczbę funkcji. Jeśli podłączenie czujnika i sterowania zaworem zajmuje wieczór, a nie tydzień z instrukcją po angielsku, technologia ma szansę. Jeśli nie, ląduje w szufladzie obok innych dobrych pomysłów. To jest zresztą punkt, w którym buduję VineyardElf i o którym myślę więcej niż o jakiejkolwiek pojedynczej funkcji.
Mamy problemy, których w Marlborough nie mają. Przymrozki majowe, które potrafią skasować sezon w jedną noc. Rozdrobnienie działek. KOWR, akcyzę i od 2027 roku obowiązkową elektroniczną ewidencję zabiegów. Automatyzacja polskiej winnicy zaczyna się więc w zupełnie innym miejscu niż w Nowej Zelandii. Nie od jazdy między rzędami, tylko od ochrony przed mrozem i od dokumentacji, która i tak musi powstać. To nie jest gorszy start. To po prostu inny, dopasowany do tego, co naprawdę spędza sen z powiek na dwudziestu dwóch arach.
Warto posłuchać, jeśli…
Warto, jeśli interesuje Cię, dokąd zmierza uprawa winorośli w skali przemysłowej i lubisz słuchać ludzi, którzy realnie wdrażają technologię, a nie tylko o niej mówią. Osiemnaście minut po angielsku to realna bariera i nie ma co udawać, że jej nie ma. Jeśli prowadzisz małą winnicę i szukasz rozwiązań na tu i teraz, ten konkretny odcinek niewiele Ci da wprost. Wartość jest w zasadzie, nie w maszynie, a zasadę streściłem wyżej.
Źródła i materiały z odcinka: AWRI decanted na Spotify · „Mission possible: Driving autonomous technology in New Zealand vineyards" · Oxin (Pernod Ricard Winemakers)
Piszę z winnicy 0,22 hektara w Wołyńcach-Kolonii pod Siedlcami, po trzech sezonach walki z przymrozkami. Jeśli robisz coś podobnego, u siebie, napisz. Więcej takich streszczeń znajdziesz w sekcji Radar, a o codziennej pracy w winnicy piszemy na winnicapustkowie.pl. Nasze notatki o technologii dla winnic zbieramy na blogu VineyardElf.